Konrad

 

Taki wyścig to zapewne co najmniej maraton, ale stawka jest wysoka. Interesującą prelekcję na ten temat przedstawiono na hiszpańskiej edycji TEDx. Oto film z prezentacji

The video cannot be shown at the moment. Please try again later.

Mnie zaciekawiło spojrzenie przez prowadzącego na sektor budowlany w kontekście przemian jakie zaszły w innych branżach: rolnictwie i przemyśle, gdzie praca ręczna została zastąpiona przez maszyny. Niby oczywiste a (jako laik budowlany) nigdy o tym w ten spoób nie pomyslałem. W tej perspektywie automatyzacja budownictwa faktycznie wydaje się być czymś naturalnym.

Interesujący jest też aspekt kosmiczny drukowanych budynków, który pojawił się na chwilę w prezentacji. Wysyłanie na Księżyc całych osiedli w kawałkach byłoby absurdalnie drogie, trudno też wyobrazić sobie przewożenie tam zastępów trójek murarskich.  Jeśli więc kiedyś w końcu zasiedlanie naszego satelity stanie się faktem, to maszyny/drukarki budujące schronienia dla mieszkańców Luny są chyba nie do unikniecia.

Jednak schodząc na Ziemię mam wrażenie jakby ta dziedzina czekała na dużego inwestora – może jeden z wielkich koncernów, który zaryzykuje i wpompuje setki milionów w rozwój tej technologii. Bo skala inwestycji koniecznej do przeniesienia drukarki z laboratorium na plac budowy oraz przekonania konserwatywnej branży budowlanej do nowego pomysłu (i załatwienia nieuchronnych spraw patentowych) jest chyba zbyt duża dla klasycznego startupu. Choć może się mylę…

Przy okazji: Może to funkcjonuje już jakiś czas, ale ja widzę to po raz pierwszy. Kiedy ogląda się ten film bezpośrednio na YouTube bez powiększania na cały ekran, można kliknąć na przycisk „Interactive translation”. Otwiera on okno z najwyraźniej automatyczną transkrypcją głosu na tekst. Automat robi śmieszne błędy przy tłumaczeniu, ale zważając na akcent prowadzącego radzi sobie zadziwiająco dobrze.

 

Sezon ogórkowy mamy w pełni. Ten czas można przeleżeć na plaży, albo… remontować mieszkanie. Wybierając tą drugą opcję użyłem ostatnio drukarki i skanera 3d, aby wspomóc wykończenie wnętrz. Oto mała foto-relacja.

Jedna ze ścian w mieszkaniu wyglądała bardzo pusto – szczególnie z kablem do kinkietu na środku.  Jednocześnie w okolicy znalazła się intrygująca dalekowschodnia maska.

Już od kilku tygodni miałem pomysł, żeby połączyć jedno z drugim, a teraz w wakacje znalazł się po temu czas. Maska ma wgłębienie w tylnej części – w sam raz, żeby coś tam zmieścić.

Zaprojektowałem w kilka chwil uchwyt do maski w Google Trimble SketchUp. Cylindryczny kształ uchwytu nie pasuje do maski. Ale od czego mamy technikę XXI wieku?

Zeskanowałem maskę używając popularnego zestawu DAVID Laserscanner. Czytaj dalej »

 

No i opowieść się rozwija. Kilka miesięcy temu pisaliśmy o możliwości i potencjalnych konsekwencjach drukowania elementów broni palnej na drukarkach 3d. Teraz okazuje się, że że powstała (najprawdopodobniej) pierwsza broń z drukowanymi elementami.

Rusznikarz HaveBlue złożył i przetestował pistolet i karabinek AR-15 w oparciu o wydrukowany na drukarce Stratsys plastikowy element kadłuba. To jedyna część tej broni na którą trzeba mieć pozwolenie. Pozostałe komponenty można kupić jako części nie wymagające bez pozwolenia i nie były drukowane. Nie jest to więc w pełni drukowana broń, ale krok w ta stronę.

Na Thingiverse pojawia się coraz więcej części broni – szczególnie do karabinka AR-15, który wydaje się być odpowiednikiem RepRapa w świecie uzbrojenia. Obawiam się więc, że ten wpis nie jest ostatnim, jaki poświęcamy temu tematowi…

 

Pojawiasz się na spotkaniach gdzie chciałbyś pokazać Twoją drukarkę? Na uczelni? U znajomych? Na wakacjach?

Ja swoją zabrałem na wakacje – świetnie się sprawdziła przy deszczowej aurze 🙂 Ale mimo, że to Ultimaker czyli maszyna dość kompaktowa, to i tak przewożenie jej sprawiało kłopot. A typowy RepRap? Powiedzmy to sobie wprost – RepRap dobrze działa na stabilnym podłożu, ale ilość wystających części i delikatna konstrukcja powodują, że przenoszenie go jest problematyczne i łatwo o uszkodzenia. Nie mówiąc już o re-kalibracji na miejscu przeznaczenia.

Odpowiedzią na takie dylematy jest FoldaRap – pierwsza drukarka przenośna. Twórca sfrustrowany brakiem mobliności standardowych drukarek zmodyfikował typowego RepRapa, tak by mieścił się w walizce i dawał rozłożyć do „pozycji bojowej” w ciągu kilku minut.

Nie jest to może demon prędkości (aktualnie pracuje do 40mm/s), ale drukuje nader precyzyjnie. Więcej informacji i masę zdjęć można znaleźć na stronie wiki Foldarapa.

Jeśli jesteś zainteresowany/a taką zabawką to jeszcze przez najbliższe 3 tygodnie można ją zamówić na Ulule. Analogicznie jak na Kickstarterze jest tam kilka opcji cenowych do wyboru. Między innymi za 600 Euro można dostać kompletny zestaw części poza plastikami, które można wydrukować sobie z Thingiverse na swojej maszynie. Dodatkowym atutem jest to, że projekt już przekroczył zakładane minimum, więc jest wysoce prawdopodobne, że rzecz wypali.

Tak jak wciąż jeszcze każda drukarka 3d budzi duże zainteresowanie wśród „Mugoli”, to pojawienie się na spotkaniu z drukarką w profesjonalnej walizce to murowane +20 do wizerunku.

 

 

Niedawno w sprzedaży na eBay pojawiła się drukarka BlueBot 3d. To zgrabna maszyna o układzie kartezjańskim i nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że BlueBot jest poza kolorem i logiem dokładną* kopią Ultimakera. Łącznie wydrukiem tornada na reklamowych fotkach…

 

 

 

 

 

 

 

I to również nie byłoby niezwykłe – wszak to open source i kopiowanie jest w jego naturze. Tak, ale poszczególne elementy Ultimakera wydane zostały ponad rok temu na licencji Creative Commons – Attribution – Non-commercial. Dwa ostatnie człony oznaczają, że nalezy wskazywać na to, że oryginalny design należy do założycieli holenderskiej firmy Ultimaker i nie można komercjalizować powstałych na ich podstawie rzeczy. Czy to słuszne podejście do open source czy nie, to kwestia dyskusyjna, ale w tym przypadku faktem jest, że oba te warunki (attribution i non-commercial) zostały przez BlueBota złamane.

Lokalnej pikanterii sprawie dodaje fakt, że choć na aukcji miejsce wysyłki to Hong-Konkg, to drugie biuro mieści się w Polsce. Zaciekawiło mnie to. Szybkie whois na podobnie brzmiącej, zarejestrowanej kilka tygodni temu domenie  wskazuje, że rejestratorem jest firma [Tu dostałem pogróżki prawnicze (w ciągu 4 godzin od publikacji!) więc zdjąłem nazwę firmy – sami sprawdźcie]. Zaznaczam, że nie wiem czy te sprawy mają coś ze sobą wspólnego i to może być zbieżność nazw i czasu 😉

Takie zachowania powodują, że firma chcąca zarabiać na swoim produkcie następnym razem trzy razy się zastanowi czy chce umieszczać otwarte schamaty i pliki w internecie na zasadzie open-source. Co oczywiście nie pomoze całemu ruchowi „makerów”. Pytanie czy i ewentualnie co nasza społeczność drukarzy powinna robić wobec takich przypadków jak BlueBot.

*Pierwsze doniesienia (nie)szczęśliwych nabywców wskazują, że jakość wykonania Bluebota odbiega od oryginału.

© 2011 Suffusion theme by Sayontan Sinha